Terraformacja Marsa – #DlaczegoSięKurzy?

Styczeń to dobry moment na pewne planszówkowe refleksje ;). W 2017 roku poznałem mnóstwo dobrych gier, które naprawdę mocno ukształtowały mój gust, przez co czasem nieco inaczej patrzę na niektóre zrecenzowane/opisywane przeze mnie dawniej tytuły.

Nie wiem, czy będzie to jeden wpis, czy cały cykl rewizji, ale zamierzam podjąć pewną nurtującą mnie kwestię – dlaczego niektóre planszówki grzeją przysłowiową ławę? #DlaczegoSięKurzy, czyli nieco bardziej krytyczne spojrzenie na pewne cechy znanych mi gier, które w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na to, że nie trafiają one na stół zbyt często.

Ważne! – wcale nie oznacza to, że te gry przestały mi się podobać (spadek w ocenie może być marginalny) – chodzi mi po prostu o to, żeby uwypuklić rzeczy, które z biegiem czasu zaczęły mi przeszkadzać i wpływać na częstotliwość grania. Wiele osób pewnie się z tymi spostrzeżeniami nie zgodzi (to akurat bardzo dobrze dla dyskusji ;)), ale być może niektórzy uznają to za wartościowe informacje.

Na pierwszy ogień leci Terraformacja Marsa. No więc – dlaczego się kurzy?

1. Gra jest za długa w stosunku do tego, co oferuje.

W mojej grupie partie w Terraformację Marsa trwały zawsze 2,5-3 godziny. Tak, wiem, niektórzy spokojnie mieszczą się w 120 minutach, ale pamiętajcie – piszę to tylko ze swojego punktu widzenia ;). Terraformacja to gra w budowanie swojego silniczka z kart i przyznam szczerze, że mocno katowany przeze mnie Race for the Galaxy oferuje mi tak samo ciekawe (jeśli nie ciekawsze) decyzje w 30 minut. W RftG przez rękę przechodzi mi dużo więcej kart, mam lepszą kontrolę nad dociągiem, karty zazębiają się w ciekawszy sposób. Tworzona gospodarka jest spójniejsza. Autentycznie wolę zagrać kilka partii w RftG zamiast jedną w Terraformację.

2. Przy tak długiej grze oczekuję większej interakcji.

Niestety, ale spędzając trzy godziny przy stole muszę czuć większą rywalizację z innymi graczami, żeby być mocno zaangażowanym w rozgrywkę. Budowa silniczka i zajmowanie się sobą przez tak długi okres czasu zaczęło mnie nużyć – jeszcze rok temu byłem dużo bardziej wyrozumiały w tej kwestii, ale w tej chwili trzygodzinne molochy MUSZĄ dla mnie być przesiąknięte interakcją. Ostatnia pięcioosobowa potyczka w Szoguna była szalenie interesująca właśnie przez interakcję, pakty i zmienność sytuacji na planszy. Partia w Terraformację  w pełnym składzie niestety nie angażuje mnie w ten sam sposób.

Pomijam już fakt (pisałem o tym w recenzji), że interakcja typu take that w Terraformacji jest wciśnięta strasznie na siłę. Ma marginalny wpływ na grę, na dłuższą metę nie jest w stanie nikogo powstrzymać przed realizacją swojego planu, a jest po prostu takim prymitywnym plaskaczem w policzek. To zupełnie niepotrzebna iluzja interakcji – twórcy powinni albo całkowicie z tego zrezygnować, albo zdecydowanie rozbudować. W swojej obecnej formie jest dla nikogo.

3. Downtime

To kolejna rzecz, która zaczęła mnie mocno uwierać. W partiach cztero- i pięcioosobowych czas oczekiwania na swoją kolej jest po prostu zbyt duży (ostatnio najczęściej zdarza mi się grać w większym gronie). Szczególnie doskwiera mi to w sytuacji, gdy spasuję, a inni po prostu oporowo jadą dalej z akcjami, rozbudowując swoje tableau. Gdybym jeszcze grał w agresywne area control i był zaangażowany w walkę – spoko. Ale patrzenie na budowanie eurosilniczka i odpalanie kombosów z niebieskich kart zaczyna mi się dłużyć.

4. Zawsze jest jakaś alternatywa.

Złapałem się na tym, że w zależności od liczby osób przy stole zawsze znajdą się gry, które wylądują na nim najpierw. Mając trzy godziny na dwóch graczy w 100/100 przypadkach wyciągnę Cywilizację: Poprzez Wieki, a gdy chcę budować karciany silniczek – Race for the Galaxy. Na 3-4 osoby na stół trafi Brass albo CO2, czyli ekonomiczne mózgożery z dużą interakcją. Na 5 osób zdecydowanie wolę rozegrać partyjkę w Szoguna albo Dominant Species (dorzucając z godzinkę do czasu gry).

***

Pomimo tego, że to może wyglądać jak całkowity pojazd po grze (bo skupiałem się tylko na wadach), to nadal uważam Terraformację Marsa za BARDZO DOBRĄ planszówkę – masa mechanik działa tu rewelacyjnie, a sama rozgrywka jest mimo wszystko satysfakcjonująca. Po prostu nie ma opcji, że siądę do tego na więcej niż 2-3 osoby. Kolejni gracze nie sprawiają, że gra staje się lepsza – zaczyna się po prostu ślimaczyć ze względu na czas oczekiwania na swoją kolej. Póki co ocena spada z 9 do 8/10. Terraformacja zostaje w kolekcji, ale mój zapał do proponowania jej podczas planszówkowych spotkań nieco przygasł.

  • Jakbym czytał własne myśli – szczególnie punkt 1. Tyle że pewnie inny zestaw gier bym zaproponował w zamian (no poza TTA i RFTG ;) )

  • Geq

    2,5-3 godziny w Marsa to jest długo ?? To są najkrótsze partie jakie udało mi się zagrać, a i tak TM nie kurzy się i przynajmniej raz na 2 tygodnie jest wyciągana. tekst jest pisany oczami recenzenta, który siłą rzeczy ma lekko wypaczony obraz bo tych gier ograł setki i szuka wyłącznie perełek.

    • Monok

      nie daję wiary w to co czytam. Ja grałem w terraformację tylko w gronie 4-5 osobowym bo moi współgracze pokochali tę grę. I po moich 7 rozgrywkach wytoczyłem dokładnie te same argumenty które są powyżej. Ale ja tych partii z naszego grona na koncie mam najmniej (Oni nawet 60+ partii w TM) więc gra idzie stosunkowo płynnie 2,5-3,5h spokojnie. Grałem też po jednej partii z Wenus i Elisium?. I w sumie po ostatniej długiej dyskusji na temat tej gry wysnułem twierdzenie,że ta gra nadaje się tylko do rozgrywej 2 osobowych co chcę potwierdzić (kupiłem teraz swój egzemplarz)

  • Paweł Kajak

    Kapitalny pomysł na serię tekstów, a jednocześnie świetne uzupełnienie wielu recenzji, w których na końcu pojawiają się zapewnienia z gatunku „gra na pewno będzie często lądować na stole”. Deklaracje niemożliwe do zweryfikowania, które pewnie w wielu przypadkach przechodzą w tytułowe pytanie.

  • U mnie Terraformacja utrzymała się na stole przez niespełna dziesięć rozgrywek, zanim trafiła pod młotek. Jako pasjans dla jednego gracza sprawiała przyjemność, ale w rozgrywkach na 3, 4 lub 5 osób niestety zawiodła mnie na całej linii z tych samych powodów – braku interakcji oraz masakrycznego downtime’u. Zarządzeniem losu, grę którą także wybraliśmy na miejsce TM była Cywilizacja :)

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Zaraz, zaraz. Z moich doświadczeń wynika, ze w dwie osoby gra się bardziej ciągnie (przynajmniej w odczuciu, ale czasowo chyba też) , bo wolniej idzie zapelnianie mapy i podnoszenie współczynników.

    • Ale przynajmniej kolejka szybciej do Ciebie wraca ;).