Brass: Birmingham – garść przemyśleń

Po czterech partyjkach w każdym składzie osobowym postanowiłem podzielić się wrażeniami na temat sequelu Brassa, czyli Brass: Birmingham. Na rynku dostępnych jest teraz kilka wersji dzieła Martina Wallace’a i szczerze mówiąc osoby kompletnie niezaznajomione z historią tego tytułu mogą czuć się w tym wszystkim nieco zagubione. Śpieszę z wyjaśnieniami – Brass (bez podtytułu) to klasyczna edycja w oldschoolowej szacie graficznej. Brass: Lancashire to po prostu odświeżona wersja tej gry z nowymi ilustracjami i po kosmetycznym szlifie zasad (ktoś, kto zna oryginał jedynie pobieżnie nawet nie odczuje tych zmian). Brass: Birmingham to nowa pozycja w “uniwersum” Brassa, wciąż bazująca na tym samym silniku, ale zawierająca pewne kluczowe dla rozgrywki zmiany.

Jakiś czas temu wziąłem na warsztat starą wersję Brassa, a ponieważ trzon mechaniki w obu grach jest tak naprawdę bliźniaczy, w niniejszym wpisie nie będę powielać zawartych tam spostrzeżeń co do samej rozgrywki. Jeśli chcecie wiedzieć, co sądzę o Brassie i z czym to wszystko się je, odsyłam do rzeczonej recenzji:

W tym tekście chcę skupić się przede wszystkim na zmianach względem oryginału i spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy są to zmiany na lepsze i jak mocno wpływają na rozgrywkę.

Wersja sklepowa vs kickstarter deluxe

Choć kickstarterowy pociąg już odjechał, to wciąż pozostaje kilka opcji na upolowanie wersji deluxe:

  • strona Roxley Games nadal przekierowuje do otwartej przedsprzedaży: PREORDER
  • w polskich sklepach sporadycznie pojawiają się pojedyncze “pokickstarterowe” egzemplarze. Niżej podpisany miał to szczęście, że dorwał ostatni egzemplarz na rebel.pl – warto być czujnym i śledzić oferty.

A czym edycja kickstarterowa różni się od “tradycyjnej”? Wyłącznie estetyką:

  • żetony posiadają czarny przekrój
  • pudło jest dwukrotnie głębsze, zawiera wypraskę i ozdobione jest złotym napisem
  • zamiast tekturowych monet otrzymujecie zestaw pięknych żetonów pokerowych
  • pierwotnie plansze graczy miały być grubsze o 1 mm od standardowych, ale ostatecznie producent zdecydował się ujednolicić produkcję i wersja retailowa otrzyma boost do jakości ;)

To, co dostaniecie w sklepach nadal będzie kompletną, pięknie wydaną grą – absolutnie nie ma co przejmować się faktem przespania kickstartera. Pamiętajcie również, że wydawnictwo Phalanx zapowiedziało wydanie Brass: Lancashire i Brass: Birmingham po polsku w 2019 r.

Wybaczcie przydługi wstęp, chciałem wyjaśnić kilka kwestii, które bardzo często przewijają się w zakupowych dyskusjach. Przechodząc więc do meritum – co sądzę o sequelu Brassa i wprowadzonych tu innowacjach po tych czterech rozgrywkach?

Szata graficzna i komponenty

Birmingham prezentuje się po prostu przepięknie. Pierwotnie moje obawy budziła czytelność tak ciemnej i bogatej w szczegóły planszy, ale na żywo nie miałem absolutnie ŻADNYCH problemów w analizie stanu rozgrywki. Ilustracje na kartach, grafiki na pudle i wszystkich kartonowych komponentach są najwyższej jakości. Birmingham to produkt klasy premium i jedna z najpiękniej zilustrowanych gier w mojej kolekcji.

Na pochwałę zasługują niezwykle funkcjonalne podkładki pod żetony, które niesamowicie podnoszą wygodę gry – koniec z uciążliwym odwracaniem kolejnych poziomów przemysłów w celu zapoznania się z ich statystykami (kto ma starego Brassa ten wie, że fanowskie maty były obligatoryjnym dodatkiem). Co ciekawe, zarówno planszetki graczy jak i plansza główna są dwustronne i w zależności od preferencji gracze mogą wybrać stronę dzienną lub nocną. W żaden sposób nie wpływa to na mechanikę gry, to jedynie kwestia odmiennej estetyki (być może w pewnych warunkach oświetleniowych jedna strona okaże się lepszym wyborem od drugiej).

Na planszy umieszczono ściągawkę wyjaśniającą sposób transportu surowców – to naprawdę nieodzowna pomoc dla nowicjuszy, taka “przypominajka” oszczędza odpowiedzi na wciąż powtarzające się pytania o różnice w mechanice dostarczania żelaza i węgla (a teraz także i piwa, o czym nieco dalej).

Zakodowane kolorystycznie karty miast to zmiana na plus. Choć oznaczenie lokalizacji w postaci punktu na mapie na starych kartach sprawdzało się naprawdę dobrze, to obecne rozwiązanie ma tę przewagę, że mając na ręce 8 kart od razu widzimy grupę w tym samym kolorze i wiemy, w których regionach będziemy mocni, a które jeszcze są poza naszym zasięgiem.

Samo wydanie nie ustrzegło się jednak kilku mankamentów. Wypraska jest dość wątpliwej jakości i bez tekturowych wzmocnień jakimi została fabrycznie wyłożona od spodu prawdopodobnie popękałaby od ciężaru pokerowych żetonów jeszcze w transporcie. Wspomniane wcześniej planszetki graczy, choć bardzo grube, nie są wykończone na krawędziach i z czasem mogą zacząć się rozwarstwiać. Żeton browaru IV poziomu ma niepotrzebnie nadrukowaną ikonę pojedynczej beczki (nie da się go zbudować podczas fazy kanałów, więc jest zbędna). Choć w żaden sposób nie wpływa to na rozgrywkę to szkoda, że sztab ludzi pracujących nad Birmingham nie wyłapał tego podczas testów (przeoczenia na komponentach zawsze bolą, szczególnie w tak długo wyczekiwanych wersjach deluxe).

Największą wadą jest jednak brak dedykowanych organizerów na żetony graczy, znanych chociażby z dawnej edycji deluxe Brassa. Biorąc pod uwagę ogromny sukces kickstarterowej kampanii Lancashire i Birmingham ekipa z Roxley Games mogłaby pokusić się o zaprojektowanie jakiegoś funkcjonalnego pojemniczka albo chociaż dedykowanych “rynienek” w samej wyprasce. Wielka szkoda, że nie było to jednym z dodatkowych celów kampanii, bo zdecydowanie przyspieszyłoby czas przygotowania rozgrywki. Ludzka kreatywność nie zna jednak granic i w galerii boardgamegeeka już pojawiły się zdjęcia szytych na miarę fanowskich organizerów wydrukowanych w technologii 3D (taki wydruk do najtańszych jednak nie należy).

Zmienny setup

Statyczna mapa w starym Brassie sprzyjała pewnym standardowym otwarciom – wyjadacze mieli opracowaną sekwencję ruchów w zależności od zajmowanej pozycji na torze kolejności. W Birmingham twórcy postanowili przełamać te schematy i wprowadzili tzw. żetony kupców, które określają, w jakich miastach pojawi się zapotrzebowanie na dane dobro. Ich losowe rozmieszczenie na etapie przygotowania gry sprawia, że podczas każdej partii trzeba na nowo analizować układ planszy i dostosować się do aktualnych warunków. Czasem popyt na ceramikę wystąpi na południu, a czasem na zachodzie, przez co opłacalność budowy danego przemysłu w konkretnym mieście będzie diametralnie różna. Osobiście uważam, że to jedna z najlepszych innowacji względem oryginału.

Nowe przemysły

Sprawy z przemysłami trochę się pokomplikowały. Porty i statki zostały zastąpione browarami, zakładami garncarskimi i manufakturami. Te dwa ostatnie mają szczególnie dziwne i początkowo mało intuicyjne statystyki (w zależności od ich poziomu). Spójność tematyczna zeszła tu na dalszy plan, żetony te mają teraz bardziej gamerskie zastosowanie, pozwalające sprytnie reagować na bieżący stan planszy i podaż surowców. Szczególnie ciekawe są  “skrzynki” – czasem potrzebują węgla, a czasem żelaza. Raz dają punkty za połączenia, a raz nie. Na V poziomie wymagają dwóch piw, a na III żadnego. Nie ma w tym wszystkim żadnej reguły.

Choć manufaktury i zakłady garncarskie zachowują się w grze dokładnie tak samo jak przędzalnie, to różnorodność ich kosztów i oferowanych przez nie profitów zdecydowanie poszerza wachlarz dostępnych w grze opcji. Mamy teraz możliwość specjalizacji w konkretnym przemyśle, musimy też znacznie uważniej planować nasze posunięcia. Nie da się ukryć, że tak duża pula żetonów dokłada kilka oczek do ciężaru gry. Z mojego punktu widzenia (jako fanatyka ciężkich eurosów) to akurat ogromna zaleta, ale niektórzy mogą to postrzegać jako niepotrzebne skomplikowanie dość eleganckiego systemu przemysłów z pierwowzoru. Cieszę się jednak, że ekipa z Roxley Games poszła o krok dalej i zaproponowała zupełnie nowe rozwiązania w tym temacie. Gdyby nie to, gra miałaby zbyt mało zmian względem oryginału żeby uzasadnić swoje istnienie jako samoistny byt.

Interakcja przerzucona z wyścigu o porty na wyścig o piwo

Osobny akapit należy się żetonom browarów i piwu jako nowemu surowcowi w grze. W pierwowzorze gracze sprzedawali bawełnę do portów lub na rynki zagraniczne. Wyścig o pierwszeństwo przeprowadzenia takiej transakcji stanowił siłę napędową rozgrywki. Ceny bawełny stopniowo topniały, a na planszy pozostawało coraz mniej “wolnych” portów. Trzeba było się naprawdę mocno napocić, żeby ubiec przeciwników w realizacji ich planów.

W Birmingham ta interakcja nadal występuje, ale w nieco odmiennej formie, z inaczej rozłożonymi akcentami. Po pierwsze, nie sprzedajemy już do portów, a do kupców na skraju planszy. Po drugie, do przeprowadzenia każdej sprzedaży niezbędny jest nowy surowiec – piwo.  Piwo, którego jest ciągle za mało i którego podaż jest absolutnie kluczową kwestią dla powodzenia w rozgrywce. Na początku wydawało mi się, że zrezygnowanie z synergii na linii przędzalnia-port (dowolnego gracza) i ograniczenie się do sprzedaży towarów wyłącznie “grze” okroi Brassa z tak cudownej interakcji między graczami, ale nic bardziej mylnego. Popyt/podaż piwa pełne są strategicznych niuansów i mam wrażenie, że dodają Birmingham jeszcze większej głębi decyzyjnej (swoją drogą – osoby, które narzekały na nieintuicyjny transport surowców w Brassie nie będą zadowolone: piwko czasem porusza się jak węgiel, a czasem jak żelazo ;)).

Co ciekawe, całkowicie zrezygnowano z losowego systemu kafli popytu i wprowadzono nowy “system zachęt do szybkiej sprzedaży” w postaci premii za pierwszeństwo w wykorzystaniu kupieckiego piwa (w formie gotówki, punktów zwycięstwa, darmowego rozwinięcia albo wzrostu dochodu – w zależności od miasta). Tematycznie nie klei się to zbyt mocno (nasycanie się rynków zamorskich w oryginale miało sens), ale daje graczom szerszy wachlarz możliwości i zupełnie eliminuje element szczęścia podczas akcji sprzedaży. Coś za coś.

Podniesiony koszt podwójnej akcji kolei

Wiele partii w oryginalnego Brassa obfitowało w spamowanie podwójnymi połączeniami kolejowymi pod koniec gry. W Birmingham jest to o tyle trudne, że podwójna akcja kolei wymaga nie tylko dwóch kostek węgla, ale również piwa. Szczerze mówiąc ta zmiana zdecydowanie poprawia feeling końcówki – w oryginale bywało tak, że gracze masowo zalewali planszę torami tylko po to, żeby wycisnąć jak najwięcej punktów z połączeń. Sieć w Birmingham rozrasta się wolniej, ale w bardziej organiczny sposób. To już pewnie kwestia osobistych preferencji, ale ten rytm ery kolei odpowiada mi o wiele bardziej.

Inne zmiany

Birmingham doczekało się szeregu innych drobnych zmian, ale nie będę ich tutaj szerzej opisywać. Wspomnę tylko o kilku kwestiach, które rzuciły mi się w oczy:

  • połączenie dwóch akcji w jedną w celu wystawienia przemysłu w dowolnym mieście zastąpiono możliwością pozyskania kart jokerów
  • gracze mogą wybudować pierwsze połączenie jeszcze bez swoich przemysłów na mapie (co poszerza opcje przy ruchach otwarcia)
  • pieniądze nie punktują na koniec gry
  • pożyczki mają stałą wartość 30 funtów
  • rynek węgla i żelaza jest bardziej rozbudowany i surowce osiągają wyższy koszt, przez co ich sprzedaż przynosi zdecydowanie lepsze profity. Zwiększona pojemność rynku sprawia też, że ciężej zabudowywać cudze przemysły.

Podsumowanie

Ciężko mi jednoznacznie ocenić po tych kilku partiach czy Birmingham jest lepszy od oryginału, ale jako wielki fan Brassa jestem po prostu OCZAROWANY sequelem! Dawno już nie czułem takiej gimnastyki umysłowej przy grze, a przecież pierwowzór znam na wylot i wydawałoby się, że pewne strategie z powodzeniem da się zastosować i tutaj. Otóż nie jest to takie proste… ;). Pomimo tego, że zasady są w 80% identyczne, to pozostałe 20% wymusza całkowitą zmianę sposobu myślenia o pewnych standardowych ruchach i naprawdę dobrą adaptację do stanu planszy.

Nie wiem, czy to kwestia konieczności przestawienia się na coś nowego i nieznanego, ale Birmingham wydaje mi się jakieś 30% bardziej mózgożerny niż Lancashire (nie tylko przez nowy surowiec w obiegu, ale również dodatkowe przemysły i dużą zmienność ich kosztów/statystyk na wyższych poziomach). Moim zdaniem nowicjusze powinni zacząć przygodę z Brassem właśnie od Lancashire. Doświadczenie jakie wyniosłem z partii w starego Brassa pozwoliło mi docenić drobne zmiany i usprawnienia wprowadzone przez twórców w sequelu. Przyznam szczerze, że ten dodatkowy poziom skomplikowania oraz szerszy wachlarz strategii i ruchów otwarcia sprawiają, że jako miłośnik ciężkich eurogier będę nieco chętniej sięgał po Birmingham (choć wiele zależy tu od grupy w jakiej przyjdzie mi grać – większa złożoność nie zawsze jest mile widziana, szczególnie, że znacząco pogłębi paraliż decyzyjny u osób stawiających pierwsze kroki w świecie Brassa, a długie przestoje nie bedą przyjemne dla nikogo przy stole).

Nie chcę tu popadać w kult nowości i rzucać hasłami, że “Brimingham jest następcą Lancashire”, bo nie jest, to po prostu ten sam klasyczny system w nieco innym ujęciu, ciut bardziej otwarty i dający większe pole do kreatywnych zagrań. Birmingham to majstersztyk. Zresztą oba Brassy to niekwestionowane dychy w moim prywatnym rankingu.