• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Kawa na planszę
  • Idea bloga
  • Recenzje
  • Refleksje, relacje i rewizje
  • Jak oceniam gry?
  • Moja kolekcja
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Splendor – do wyboru, do koloru

27 września 2015/0 Komentarze/w Recenzje/Autor Kamil Łukasik

splendorFalkon 2014. Przechadzam się z wolna ze swoją dziewczyną między stoiskami wydawców. Gdzieś na półce straganu REBELa dostrzegam cały stos żółtych pudełek. Zagaduję do sprzedawcy. Chwilę później ów pan serwuje nam na stół Splendor. Tłumaczy zasady w minutę. Gramy jakieś pół godziny. Dziesięć minut później chowam do bagażnika własny egzemplarz. 

 „Renesansowi handlarze”

Pozwólcie, że pominę otoczkę fabularną tej gry. Instrukcja przebąkuje coś o tym, że jesteśmy handlarzami kamieni szlachetnych, którzy dzięki inwestowaniu w… bla, bla, bla. Nie. W trakcie rozgrywki w żadnym momencie nie czuje się tutaj klimatu handlowania czymkolwiek. Gra sprowadza się do bardzo prostej czynności: kolekcjonujemy kolorowe żetony oraz karty z równie kolorowymi symbolami ;). Tyle.

Pudło (prawie) pełne kosztowności

Po rozpakowaniu gry doświadczamy tzw. “efektu czipsów” – wszystkie elementy spokojnie zmieściłyby się w o połowę mniejszym pudełku. Z drugiej strony, gdyby tak było, być może nigdy nie dostrzegłbym Splendoru na sklepowej półce? Cóż, cel marketingowy został osiągnięty – zostałem zwabiony na „wielkość pudła” ;).

Na pochwałę zasługuje bardzo funkcjonalna wypraska, dzięki której możemy zachować należyty porządek w kartach i żetonach. Dodam tylko, że możecie śmiało koszulkować wszystkie karty w grze i nadal korzystać z dobrodziejstwa wypraski – trzeba je tylko kłaść „na płasko”, rezygnując z wsuwania ich w przeznaczone do tego przegródki. Co do koszulek, polecam idealnie pasujące Ultra Pro Deck Protector Standard.

Wszystkie elementy gry prezentują się wyśmienicie – karty są kolorowe i bardzo czytelne, płytki arystokratów wykonane są bez zarzutu i cieszą oko. Prawdziwą perełką są jednak masywne żetony – nie wiem z czego to wynika, ale trzymanie w łapie garści tych znaczników sprawia niesamowitą radość. Gwarantuję, że w trakcie rozgrywki będziecie cały czas bawić się w układanie stosików (ten charakterystyczny „klik” to nektar dla uszu ;)). Jedyny zgrzyt, jaki się pojawił w moim egzemplarzu to brak jednej grafiki na niebieskim żetonie, ale mail do wydawcy załatwił sprawę – po dwóch dniach nowy „szafir” był już u mnie.

Klejnotowe imperium w budowie

Spełniając warunki wskazane na kafelku pozyskujemy arystokratę, który zapewnia nam dodatkowy prestiż

Spełniając warunki wskazane na kafelku pozyskujemy arystokratę, który zapewnia nam dodatkowy prestiż

Celem gry jest pozyskanie 15 punktów prestiżu. Prestiż zdobywamy „rozwijając nasze imperium handlowe”, czyli dokonując zakupu dostępnych kart i zaskarbiając sobie przychylność arystokratów. Walutą w grze jest pięć rodzajów kamieni szlachetnych oraz złoto, zdolne zastąpić każdy z nich. Aby zakupić daną kartę, musimy zapłacić wskazaną na niej kombinację klejnotów. Po wykupieniu karta trafia do naszych zasobów i od tej chwili działa jak bonusowy, „permanentny” żeton danego koloru, a potencjalnie daje nam również punkty prestiżu (biała cyfra). Im więcej kart zakupiliśmy, tym łatwiej pozyskiwać nam nowe. Prosty przykład – mamy wykupione dwie białe karty z symbolem diamentu. Polujemy na inną, za którą musimy zapłacić trzy diamenty i jeden rubin – w takim wypadku wystarczy, że wydamy jeden diament i jeden rubin.

W swojej turze możecie wykonać jedną z następujących akcji:

  • Pozyskać dwa klejnoty tego samego koloru (jeśli w stosie leżą przynajmniej cztery)
  • Pozyskać po jednym klejnocie z trzech różnych kolorów
  • Pozyskać żeton złota poprzez rezerwację karty ze stołu (to jedyny sposób na zdobycie złota)
  • Wykupić kartę ze stołu lub kartę wcześniej zarezerwowaną

Ot, cała filozofia: decydujecie się na jedną z czterech opcji i kończycie turę. Należy tylko pamiętać, że w swoich zasobach można posiadać maksymalnie 10 żetonów oraz 3 zarezerwowane karty. Nawiasem mówiąc, czy tego chcecie, czy nie, właśnie poznaliście jakieś 90% zasad ;). Możecie zasiadać do swojej pierwszej partii i dołączyć do wyścigu o splendor!

Kawa na planszę

Śmieszna sprawa – choć lubię tę grę, to ciężko mi jednoznacznie wskazać za co, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że nie ma prawa mi się podobać. Splendor jest dokładnie tym, na co wygląda – zbieraniem kolorowych żetonów i kolekcjonowaniem punktów, z dorobioną na siłę fabularną otoczką.

Nie zmienia to faktu, że jest w tej grze coś mocno uzależniającego – po skończonej partii zawsze ma się ochotę na rewanż. Rozgrywka jest szybka i niezwykle relaksująca. Paradoksalnie, pomimo swojej prostoty, gra oferuje sporo taktycznych możliwości, które bardzo subtelnie wplecione są w jej mechanizmy. Cały czas rodzą nam się w głowie pomysły na optymalizację ruchów. Inwestować w dużo tanich kart i szybko stworzyć „samonapędzający się silnik”? A może skupić się na wolniejszym rozwoju i pozyskiwaniu wyłącznie tych drogich, ale za to wysoko punktowanych? Już na starcie powinniśmy podjąć decyzję, czy kupować karty pod wymagania konkretnego arystokraty, czy też próbować skończyć grę bez ich pomocy. A w jakim stylu zagramy? Pokojowo, czy bardziej konfrontacyjnie, stale analizując ruchy rywali i podbierając im karty lub celowo przetrzymując potrzebne żetony? Ile osób, tyle strategii, a z każdą partią zaczyna się dostrzegać coraz więcej sposobów na wygraną.

Czy jest to arcydzieło gier planszowych? Z pewnością nie. Ale Splendor to naprawdę solidny tytuł, zdecydowanie warto mieć go w swojej kolekcji – w szczególności, że nowy egzemplarz można obecnie dorwać za mniej niż 80 zł.

Ocena po dwudziestu partiach: 7/10

Komentarz do oceny: Większość graczy z mojej grupy nie trawi tej gry i nie rozumie jej fenomenu, uważając ją za jeden z najbardziej przereklamowanych tytułów ostatnich lat. Absolutnie nie podzielam tej opinii. Splendor doceniam przede wszystkim za prostotę zasad i elegancję mechanizmów – możecie wyciągnąć go na stół i wytłumaczyć nawet najbardziej “niecierpliwym” graczom, których zdolność skupienia uwagi na regułach wyłącza się po trzech minutach. I choć zazwyczaj wolę usiąść do bardziej rozbudowanych i angażujących gier, to zawsze znajdzie się czas i miejsce na familijną planszówkę tego kalibru.

+ Świetne ilustracje i jakość wykonania (żetony!)
+ Bardzo proste zasady (do wytłumaczenia w dwie minuty)
+ Szybki setup
+ Gra dla osób w każdym wieku
+ Relaksująca rozgrywka, gra doskonale sprawdza się jako odskocznia od cięższych tytułów
+ Uzależnia!

+/- Wypraska pozwala posegregować elementy, ale żetony potrafią się z niej wysunąć i „latać” po pudełku (raczej trzeba unikać pionowego stawiania gry na półce)
+/- Typowo abstrakcyjna gra z tematem dodanym na siłę

– Schematyczna rozgrywka
– Pierwszy gracz ma przewagę jednego ruchu w pozyskaniu arystokraty
– Wielkość pudełka nieadekwatna do zawartości

Tagi: familijna, gra, recenzja, Splendor
https://i0.wp.com/kawanaplansze.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/74/2016/11/splendor-e1486541452833.jpg?fit=1600%2C1067&ssl=1 1067 1600 Kamil Łukasik http://kawanaplansze.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/74/2016/11/kawanaplansze-zp.png Kamil Łukasik2015-09-27 00:28:002018-06-20 13:13:18Splendor – do wyboru, do koloru
Artykuły, które również mogą się Tobie spodobać
Bora Bora – wredna strona Felda
Cytadela – w sieci średniowiecznych intryg
Tzolk’in: Kalendarz Majów – czas to kukurydza
Race for the Galaxy – kosmos w talii kart
Władca Pierścieni: Konfrontacja, czyli Knizia vs Tolkien
Ewolucja: Pochodzenie gatunków – karcianka skazana na wymarcie
Jaipur, czyli siła nabywcza wielbłąda
Tajniacy – rewelacja: 9
http://kawanaplansze.znadplanszy.pl/kontakt/

Kamil Łukasik
Recenzent z zamiłowania, gracz z powołania. Jestem wielkim fanem ekonomicznych i strategicznych eurogier, politycznych CDG, tytułów z serii PAX, 18XX oraz wszelkiej maści karcianek: od deckbuilderów po kooperacyjne LCG. Uwielbiam planszówki zmuszające do starannego planowania ruchów i ciągłej analizy poczynań współgraczy, zawierające dużą dawkę interakcji (nie tylko tej negatywnej).

Kawa na planszę

NAJNOWSZE WPISY

  • Brass: Birmingham – garść przemyśleń5 września 2018 - 12:51
  • Targi, czyli gra skrzyżowań18 czerwca 2018 - 15:09
  • Brass – rewolucja przemysłowa według Martina Wallace’a14 maja 2018 - 14:52
  • Wojna o Pierścień – Śródziemie na wyciągnięcie ręki28 lutego 2018 - 13:09
  • Labirynt: Wojna z Terroryzmem 2001-? – pierwsze wrażenia20 lutego 2018 - 14:15
  • Aplikacje nie czynią mnie lepszym graczem5 lutego 2018 - 12:15
  • Keyflower, czyli HR w praktyce29 stycznia 2018 - 15:06
  • Terraformacja Marsa – #DlaczegoSięKurzy?25 stycznia 2018 - 14:02
  • Bruxelles 1893 – perełka w stylu art nouveau20 listopada 2017 - 20:17
  • London, czyli Wallace light14 listopada 2017 - 19:12
Advertise hereAdvertise here
© Copyright - Kawa na planszę | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
Link to: Cytadela – w sieci średniowiecznych intryg Link to: Cytadela – w sieci średniowiecznych intryg Cytadela – w sieci średniowiecznych intryg Link to: Puerto Rico, czyli kraina kawą płynąca Link to: Puerto Rico, czyli kraina kawą płynąca Puerto Rico, czyli kraina kawą płynąca
Scroll to top Scroll to top Scroll to top